Patrzysz na posty wyszukane dla słów: sentencje sławnych ludzi





Temat: Opisy na GG
Sławni ludzie i ich sentencje :

"Życie jest jak ser"
Gość



Temat: BITWA na zakończenie LATA 6 październik 2007
po pierwsze -
zawsze bardziej cenię ludzi, którzy mają sami coś do powiedzenia, a nie muszą wspomagać się mądrymi sentencjami
gdyby jednak nie cytaty Twoja wypowiedź byłaby na bardzo głupawa, uratowałeś się jednak :)

po drugie -
a wiesz co?
my odnosimy podobne wrażenie odnośnie Ciebie - jeżeli chodzi o podnoszenie nosa - stwierdzenie - "spierdalaj ja tu rządzę, to jest moje pole" do kolegi, któremu mało co inni nie wybili oka jest przynajmniej nie na miejscu
jako organizator masz obowiązek trzymać fason i odpowiadanie do kogokolwiek takim tekstem jest nieładne :)
bardzo nieładne...
pomijam fakt czy chrono było dobrze czy źle ustawione w stronę ścieżki z lasu

a po trzecie -
pole masz bardzo fajne, było nie najgorzej, dbaj trochę lepiej o klientów pasożytów bo sam zostaniesz

i po ostatnie -
mamy gdzie grać, głowa Twoja spokojna - o sławnej w Polsce firmie Bagera nikt jeszcze nie słyszał, ale zapewniamy Cie - usłyszą :)

amen





Temat: Uwaga na sklep EURO AGD w satrym CHAMPIONIE !!!

Ale jakoś mi się wierzyć nie chce, że ta pianka była "na gwałt" potrzebna

Uwierz, byla na gwalt potrzebana, a to nie jest:


jest to płacz nad rozlanym mlekiem

tylko info jak traktuje sie klienta.


Chcialam cie poinformowac, ze jestem brunetka, a że lubie złote mysli

Wiec te zlota mysl dedykuje Tobie i Jagga:
Ktoś tam klaszcze pod borem: to dewotki - ozorem.

A to , ze jestes brunetka, to po prostu wyjatek potwierdza regule.


bana za chamstwo wobec innych uzytkownikow forum.

Kazdy, ktorego argumenty sa mialkie jak ....... (tu sobie wpisz co ci przyjdzie na mysl) bo nie chce byc dodatkowo wulgarny, wystarczy, ze chamski w twoim mniemaniu, chcac dokopac adwersarzowi interpretuje jego wypwiedzi, tak jak mu wygodnie. Ja bym proponowal, zebys w jakims slowniku chociazby wyrazow bliskoznacznych sprawdzile co kryje sie pod pojeciem chamstwo i tak latwo nie szafowala tym slowem, Chociaz ,jezeli nie pojmujesz jego sensu mozna ci wybaczyc.
Nastepnie nie staraj sie byc adwokatem wszystkich, kazdy posiada jakis tam dar wyslawiania. lepszy gorszy i potrafi sam sie obronic. Nie musisz sie podpierac innymi, staraj sie o wlasne przemyslenia, byle z sensem:)


bo bys dostal ode mnie pochwale za najbardziej pasujacy do osoby avatar

Podoba ci sie? Przyjzyj mu sie dobrze i to wlasciwie powinno wystarczyc za cala odpowiedz, i potraktuj to jako kolejny aforyzm boc uwielbiasz je pasjami


Wiesz, nie pamietam na forum takiego ignoranta, nawet slawny Bodzio choc mial prawdziwy talent do tego, przy tobie musialby schowac sie do kąta.

Zauwazylem, ze jest tu takie koleczko rozancowe, ktore chce sobie zawlaszczyc prawo do wydawnia jedynych slusznych opini na tym forum. a reszta to chamy, ignoranty i takie tam obce elemnty. Jezeli chcesz sie odezwac to nie daj Dzizus, miec odmienne zdanie czy poglad, bos wrog, cham, ignorant i koltun:) Co nam tu bedzie wrog plul w twarz, toc my wszystkowiedzace, jedyne wyrocznie. I tak se to towarzystwo siedzi na tym forumiku, poklepuje po pleckach, wszedzie ich pelno w kazdym, dziale na kazdy temat oni wiedza najlepiej, reszta to banda polglowkow, i tak sie rajcuja ta swoja "tfurczascia: jacy to oni elokwetni, a jacy madrzy a jeszcze jakie potem ego wielgachne. No i co z tego, ze wielgachne, balon tez jest duzy.... a w srodku pusty:)

A ta sentencje powinnas wydrukowac i powiesic nad lozem:

Ludzie mali nie cierpią swojej skali.



Temat: Chiny w XXI w.

Nie musisz. Wystarczy, że mówisz dokładnie jak oni.

Przykro mi ze tak mowisz. Ja mam troche inne odczucia


Przede wszystkim to nie argumenty tylko chaotyczny bełkot. A przeglądając ostatnie 4 strony tej dyskusji nie znalazłem niczego, co by odbiegało od wojennych wspomnień niemieckiej młodzieży. Wystarczy tylko zamienić "Niemcy" na "Chiny", "Polska" na "Tybet" i wszystko się zgadza.

Ale co sie zgadza? Ja ciebie nie rozumiem. Zarzucasz mi ze gadam jak nazista, a ja do nazistow czuje zupelna niechec jak do kazdych rasistow. Oni agresje na Polske uzasadniali krnabrnoscia polskich wladz, gdanskiem, w ogole oskarzyli Polske o zaczecie tej wojny. Co to ma wspolnego z akcja Chin w Tybecie i tym co ja mowie?


Żeby wybrać się do Francji w 1943 r. też bym potrzebował pozwolenia niemieckich władz okupacyjnych. Ale przynajmniej nazywam rzeczy po imieniu.

Nie. Przeinaczasz.


Nie. Sam skorzystaj z wyszukiwarki. Ja przez kilkanaście minut w angielskim serwisie Xinhua znalazłem 4 paszkwile na Dalajlamę. A informacja z definicji nie może zawierać ocen, ani komentarza.

Ok poszukam. Ale nie wiem po co skoro sie zgadzam z tymi komentarzami.


Nie "też", ale wyłącznie. A każdy rząd kłamie, szczególnie jesli jest nieusuwalny i nie podlega żadnej zewnętrznej kontroli. W takiej sytuacji większość "komunikatów informacyjnych" takiego rządu nie będzie miała związku z rzeczywistością.

Moze masz troche racji, ze rzad czasem nie ujawnia swoich ciemnych sprawek, ale jakby wszystko ujawniali to destabilizowaloby to kraj. Wez zobacz co sie dzialo w Polsce tak od roku. Ciagle wojny w mediach, z ktorych nic nie wynikalo oprocz tego ze ludzie byli coraz bardziej zli i sfrustrowani. A teraz jest nagle nadzieja ze bedzie cud i bedzie pieknie, a za rok znowu wszyscy beda narzekac. W Chinach ludzie sie tak nie interesuja polityka jak tutaj, wola sie zajac soba, swoja praca i rodzina zamiast ciagle biadolic na rzad


Ależ oczywiście - nic o niczym nie wiesz... Za to wiesz, że można strzelać do nastolatków za to tylko, że poszli w góry.

Nie wiem jak bylo w telewizji to moze jest na youtubie. Jak masz linka to daj. Zaloze sie ze to bylo w strefie przygranicznej. A tam jest to usprawiedliwione. Szczegolnie tam gdzie moze dochodzic do przemytu albo czegos takiego


Demonstracje przeciw łamaniu uzgodnień przez ChRL są w Hongkongu dosyć częste i to mimo, że naruszenia są mało istotne dla statusu tej enklawy. Tybet jest od 58 lat jest traktowany jak Generalna Gubernia i mają to bezczynnie znosić?

Ty mowisz ze sa tak traktowani. Zal mi ich, ze jest tam taka bieda, ale co ja moge ztym zrobic.? Chinczycy jakos tam jezdza i sie dorabiaja wiec widac mozna. Inaczej nikt by tam nie jezdzil


Zaprzeczasz bezustannie tysiącom ludzi, którzy uciekli z piekła i kolejnym tysiącom, którzy to piekło widzieli.

Ja im nie zaprzeczam, mysle tylko ze wyolbrzymiaja dla zysku lub poklasku.


Zaprzeczasz historykom we wszystkich krajach, gdzie ludzie korzystają z wolności słowa. Usprawiedliwiasz zbrodnie, wybielasz ich sprawców.

Historia zawsze zwiazana jest z polityka, wiec wolnosc slowa nie ma nic do rzeczy. Moze i usprawiedliwiam niektore rzeczy , ktorych nie nazywam zbrodniami. Nie wybielam sprawcow, raczej kaze spojrzec na to co zrobili z innej strony. europejczycy czesto maja falszywy obraz chin i ich przywodcow. Polacy w dodatku nie lubia komunistow i to jeszcze bardziej wplywa na ich osad.


Zaprzeczasz logice, matematyce i ekonomii, zmieniasz znaczenia wyrazów, a jak to wszystko nie pomaga to kwitujesz jakimś "wątpię", "nieważne", albo "przesadzasz".

No bo czasem to sa najlepsze odpowiedzi. Jak ktos wyolbrzymia.


I to wszystko robisz z pozycji zadowolonego z życia warszawskiego gimnazjalisty

No bo z innej nie moge. Jakbym byl gimnazjalista z Rzeszowa albo z Chengdu to by cos zmienilo? Wiem ze moze chodzi ci o to ze nie poznalem rzekomej biedy i przesladowan Tybetanczykow, ale pewnie nie poznam. Bo nawet w to nie bardzo wierze.


Na tym forum trafiłeś na ludzi, którzy z Tobą próbują poważnie dyskutować, ale w życiu taka ignorancja może się spotkać tylko ze śmiechem, oburzeniem, albo totalnym wkurwieniem. Sam już nie wiem czy mam się śmiać czy płakać...

Ja tez ta dyskusje traktuje bardzo powaznie bo zmusila mnie do przemyslen. Wiem ze Chiny nie sa doskonale, ale ja tego nie zmienie i nie bede sie oburzal na system jak Malar, bo to nie ma sensu. Dla mnie najwazniejszy jest porzadek i spokoj, a w Chinach on jest. Nie wierze w demokracje bo ja widze na codzien i nie jest ona doskonala. Wydaje mi sie nawet ze ludzie sa tu bardziej nieszczesliwi bo przejmuja sie ciagle tym na co nie maja wplywu, bo wybory to i tak sciema. I tak wygra ten lansowany przez media takie czy inne. A ludzie sie frustruja

PS. Powiesz mi skad jest ten twoj przyjaciel? Mam fajny atlas Chin chcialem znalezc i se obmyslic trase
Dashidelek

[ Dodano: Pon 31 Gru, 2007 ]

Akurat w nowożytnym świecie to jego ekspansywna polityka najbardziej została zapomiętana pod pretekstem „szukania przestrzeni życiowej”.

No to bylo jego haslo. Akurat pod tym haslem nie zajmowano Tybetu, ale teraz te slabo zaludnione ziemie po prostu sa bardzo dobrym miejsce do zaludnienia.



Ale jednak zaprowadzili tam swój ład narzucając go.


No to dawniej. Ale lepszy ten lad niz poprzedni - feudalny.


Bo? Bo do „XX” dopisali „I” wiek? Słyszałeś kiedyś taką sławną sentencje: „War, war never changes”?

Tez lubie RPG. A to jest z Fallouta


Policja zaczyna uważać demonstracje za nielegalną już na minutę po godzinie jej oficjalnego zakończenia. Nie ważne czy potem demonstrant rzuca kamienie czy tylko wyraża swoją opinię, zostaje usunięty siłą.

No nie wiem. Widzialem czasem rozne demonstracje i policja zazwyczaj szla z boku albo zastawiala jakis wazny budynek. W razie czego uspokajali przez megafon. Nie wiem skad ty masz te przyklady



Temat: Manipulacje....
http://www.masswatch.pl/?p=19

poniedziałek, 3 marca 2008

Alea iacta Est

Moherowa koalicja, wykształciuchy, dyplomatołki. Hasła znane doskonale niemalże przez każdego Polaka, niezależnie od stopnia zainteresowania życiem politycznym naszego kraju. Hasła, które zapadły w pamięć, stały się swoistymi słowami kluczami, otwierającymi całe szuflady bądź nawet szafy skojarzeń w naszych umysłach. Odkąd istnieje cywilizacja rozumna, zdolna posługiwać się słowem mówionym, odtąd mieliśmy do czynienia z przeróżnymi hasłami, mającymi na celu wywołanie u odbiorcy określonego skojarzenia czy reakcji. Część takich haseł zachowała się do dziś w postaci cytatów (zwłaszcza łacińskich sentencji) czy też zwykłych przysłów. Niektóre brzmią banalnie, niektóre bardzo poważnie, najczęściej zależy to od tego, do kogo przysłowie (czy też cytat) było adresowane, okoliczności jego wypowiedzenia, osoby wypowiadającej, itd.
I tutaj dochodzimy do sedna. Przyjrzyjmy się sentencjom łacińskim (tworzonym zazwyczaj przez polityków Rzymskich bądź też myślicieli będących autorytetami tamtego okresu) i zestawmy je ze współczesnymi powiedzeniami Polskich polityków (teoretycznie jeśli chodzi o pozycję społeczną jest to grupa najbardziej tożsama z osobami tworzącymi łacińskie sentencje). Efekt jest porażający. Naprzeciw dostojnym powiedzeniom posiadającym konkretne znaczenie w odniesieniu do kontekstu (Alea iacta Est – kości zostały rzucone, czy też sławne Veni, vidi, vici – przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem), bądź przesłaniom (Per aspera ad aster – Przez trudy do gwiazd) dostajemy marne potworki słowne w postaci owych wykształciuchów czy też dyplomatołków.
Pozostając przy postaci Cezara jako swoistego reprezentanta warto zauważyć, że jego powiedzenia prawdopodobnie wcale nie były obliczone na wrycie się w historię ludzkości i pozostanie w niej, zapewne po jej kres (chociaż nie można wykluczyć takiej ewentualności). Człowiek ten najprawdopodobniej wypowiadał się w odniesieniu do konkretnej sytuacji w sposób, jaki dyktowała mu to jego natura a mimo to, po ponad 2000 lat, te jakże proste sentencje mają w sobie pewne dostojeństwo, symbolikę i przekaz. Czy możemy liczyć na to, że Ludwik Dorn ze swoimi wykształciuchami, Donald Tusk z moherową koalicją, Leszek Miller z poznawaniem mężczyzny po tym jak kończy oraz rzesza innych polityków z masą własny powiedzonek przetrwają w pamięci ludzi choćby przez jedną setną tego czasu? Śmiem wątpić.
Celowo w wyliczance pominąłem pana profesora Bartoszewskiego i jego dyplomatołki, gdyż sprawa jest tutaj nieco inna niż w przypadku haseł Donalda Tuska czy też Ludwika Dorna. O ile bowiem ci panowie mają w naszym społeczeństwie pozycję zwykłych polityków (z tego powodu ich hasła można porównywać do haseł starożytnych polityków – czyli powiedzeń głównie odnoszących się do konkretnych wydarzeń, przez co wiele prostszych i uboższych) o tyle profesor Bartoszewski posiada pozycję autorytetu (czy zasłużenie to już inna sprawa, podobnie jak to, dla kogo jest on autorytetem, jednakże w potocznej opinii tak właśnie jest postrzegany). Od osoby posiadającej taką pozycję można by wymagać nieco więcej niż od zwykłego polityka (wszak odpowiednikiem osoby z takim statusem społecznym w starożytności byli znamienici filozofowie i myśliciele), tymczasem okazuje się, że w zestawieniu profesor Bartoszewski wypada jeszcze bardziej żenująco niż zwykli politycy.
Na koniec wypada poruszyć ostatnią sprawę, a mianowicie treść samych haseł. Bardzo niepokojące i smutne jest to, że politycy tworząc swoje marne powiedzonka wprowadzają do naszego języka negatywne stereotypy oparte na słowach o znaczeniu pozytywnym. Najbardziej niechlubnym przykładem jest tutaj Ludwik Dorn mówiący o wykształci uchach. Słowo wykształcony posiada jednoznacznie pozytywne zabarwienie, opisuje osobę posiadającą pewna wiedzę, utożsamiane jest z kimś inteligentnym. Stworzenia słowa wykształci uch, którego znaczenia społeczne w obecnej chwili brzmi mniej więcej ktoś kto posiada wykształcenie, ale jest głupcem wartym pogardy bardzo negatywnie rzutuje na pojęcie wykształcenia. Co więcej, na słowie tym oparty jest stereotyp, który sprawia, że osoba posiadająca wykształcenie kojarzy się z owym wartym pogardy głupcem. Negatywny stereotyp zaś bardzo często wyzwala uczucia takie jak niechęć, antypatia czy wręcz nastawienie wrogie, od którego do gniewu, nienawiści i agresji jest już bardzo blisko.
Hasła używane przez współczesnych polityków chluby im nie przynoszą, co więcej, często ośmieszają samych twórców takowych. Czemu więc ciągle z niesłabnącym uporem serwuje się nam coraz to nowe potworki językowe? Odpowiedzi może być wiele. Dwie najbardziej prawdopodobne są takie, że albo politycy wychodzą z założenia, że nieważne jak głupie hasło, ważne, żeby zostać dostrzeżonym i zapamiętanym, albo po prostu inteligencja i poziom kultury niektórych osób nie pozwala im zdobyć się na nic więcej. Tyle tylko, że człowiek na poziomie nie mający nic do powiedzenia po prostu milczy. Wśród reprezentantów naszego narodu nie jest to częste. A czasem bardzo szkoda.
Sztyvny.

Kategoria: Felietony. Napisał Sztyvny.




Temat: Manipulacje
http://www.masswatch.pl/?p=19

poniedziałek, 3 marca 2008

Alea iacta Est

Moherowa koalicja, wykształciuchy, dyplomatołki. Hasła znane doskonale niemalże przez każdego Polaka, niezależnie od stopnia zainteresowania życiem politycznym naszego kraju. Hasła, które zapadły w pamięć, stały się swoistymi słowami kluczami, otwierającymi całe szuflady bądź nawet szafy skojarzeń w naszych umysłach. Odkąd istnieje cywilizacja rozumna, zdolna posługiwać się słowem mówionym, odtąd mieliśmy do czynienia z przeróżnymi hasłami, mającymi na celu wywołanie u odbiorcy określonego skojarzenia czy reakcji. Część takich haseł zachowała się do dziś w postaci cytatów (zwłaszcza łacińskich sentencji) czy też zwykłych przysłów. Niektóre brzmią banalnie, niektóre bardzo poważnie, najczęściej zależy to od tego, do kogo przysłowie (czy też cytat) było adresowane, okoliczności jego wypowiedzenia, osoby wypowiadającej, itd.
I tutaj dochodzimy do sedna. Przyjrzyjmy się sentencjom łacińskim (tworzonym zazwyczaj przez polityków Rzymskich bądź też myślicieli będących autorytetami tamtego okresu) i zestawmy je ze współczesnymi powiedzeniami Polskich polityków (teoretycznie jeśli chodzi o pozycję społeczną jest to grupa najbardziej tożsama z osobami tworzącymi łacińskie sentencje). Efekt jest porażający. Naprzeciw dostojnym powiedzeniom posiadającym konkretne znaczenie w odniesieniu do kontekstu (Alea iacta Est – kości zostały rzucone, czy też sławne Veni, vidi, vici – przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem), bądź przesłaniom (Per aspera ad aster – Przez trudy do gwiazd) dostajemy marne potworki słowne w postaci owych wykształciuchów czy też dyplomatołków.
Pozostając przy postaci Cezara jako swoistego reprezentanta warto zauważyć, że jego powiedzenia prawdopodobnie wcale nie były obliczone na wrycie się w historię ludzkości i pozostanie w niej, zapewne po jej kres (chociaż nie można wykluczyć takiej ewentualności). Człowiek ten najprawdopodobniej wypowiadał się w odniesieniu do konkretnej sytuacji w sposób, jaki dyktowała mu to jego natura a mimo to, po ponad 2000 lat, te jakże proste sentencje mają w sobie pewne dostojeństwo, symbolikę i przekaz. Czy możemy liczyć na to, że Ludwik Dorn ze swoimi wykształciuchami, Donald Tusk z moherową koalicją, Leszek Miller z poznawaniem mężczyzny po tym jak kończy oraz rzesza innych polityków z masą własny powiedzonek przetrwają w pamięci ludzi choćby przez jedną setną tego czasu? Śmiem wątpić.
Celowo w wyliczance pominąłem pana profesora Bartoszewskiego i jego dyplomatołki, gdyż sprawa jest tutaj nieco inna niż w przypadku haseł Donalda Tuska czy też Ludwika Dorna. O ile bowiem ci panowie mają w naszym społeczeństwie pozycję zwykłych polityków (z tego powodu ich hasła można porównywać do haseł starożytnych polityków – czyli powiedzeń głównie odnoszących się do konkretnych wydarzeń, przez co wiele prostszych i uboższych) o tyle profesor Bartoszewski posiada pozycję autorytetu (czy zasłużenie to już inna sprawa, podobnie jak to, dla kogo jest on autorytetem, jednakże w potocznej opinii tak właśnie jest postrzegany). Od osoby posiadającej taką pozycję można by wymagać nieco więcej niż od zwykłego polityka (wszak odpowiednikiem osoby z takim statusem społecznym w starożytności byli znamienici filozofowie i myśliciele), tymczasem okazuje się, że w zestawieniu profesor Bartoszewski wypada jeszcze bardziej żenująco niż zwykli politycy.
Na koniec wypada poruszyć ostatnią sprawę, a mianowicie treść samych haseł. Bardzo niepokojące i smutne jest to, że politycy tworząc swoje marne powiedzonka wprowadzają do naszego języka negatywne stereotypy oparte na słowach o znaczeniu pozytywnym. Najbardziej niechlubnym przykładem jest tutaj Ludwik Dorn mówiący o wykształci uchach. Słowo wykształcony posiada jednoznacznie pozytywne zabarwienie, opisuje osobę posiadającą pewna wiedzę, utożsamiane jest z kimś inteligentnym. Stworzenia słowa wykształci uch, którego znaczenia społeczne w obecnej chwili brzmi mniej więcej ktoś kto posiada wykształcenie, ale jest głupcem wartym pogardy bardzo negatywnie rzutuje na pojęcie wykształcenia. Co więcej, na słowie tym oparty jest stereotyp, który sprawia, że osoba posiadająca wykształcenie kojarzy się z owym wartym pogardy głupcem. Negatywny stereotyp zaś bardzo często wyzwala uczucia takie jak niechęć, antypatia czy wręcz nastawienie wrogie, od którego do gniewu, nienawiści i agresji jest już bardzo blisko.
Hasła używane przez współczesnych polityków chluby im nie przynoszą, co więcej, często ośmieszają samych twórców takowych. Czemu więc ciągle z niesłabnącym uporem serwuje się nam coraz to nowe potworki językowe? Odpowiedzi może być wiele. Dwie najbardziej prawdopodobne są takie, że albo politycy wychodzą z założenia, że nieważne jak głupie hasło, ważne, żeby zostać dostrzeżonym i zapamiętanym, albo po prostu inteligencja i poziom kultury niektórych osób nie pozwala im zdobyć się na nic więcej. Tyle tylko, że człowiek na poziomie nie mający nic do powiedzenia po prostu milczy. Wśród reprezentantów naszego narodu nie jest to częste. A czasem bardzo szkoda.
Sztyvny.

Kategoria: Felietony. Napisał Sztyvny.



Temat: Jędrzejów kiedyś a dziś
Tajemniczy świat zegarów
"Bieg czasu jest śmiercią czasu, przeto śmierć czasu jest czasem" (Cursus temporis est mors temporis ergo mors temporis est tempus). To jedna z ulubionych sentencji państwa Feliksa i Zofii Przypkowskich umieszczona nad drzwiami salonu w ich słynnym domu w Jędrzejowie, w którym obecnie mieści się Państwowe Muzeum im. Przypkowskich. Człowiek próbował przez wieki rozwikłać tajemnicę czasu, pochwycić go, zmierzyć, a nawet zatrzymać skutki jego działania, marząc o wiecznej młodości - na próżno! Chociaż dużo o czasie powiedziano, nadal pozostaje zagadką, a w dobie istnienia zegarów atomowych w pewnym zakresie wciąż nie pozwala się zmierzyć. Fascynującym śladem przygody człowieka z czasem są zegary. W jędrzejowskim muzeum zgromadzono ich około 600. Wiele zadziwia swą pomysłowością i kunsztem wykonania.

"Życie jest punktem w czasie" (vita est temporis punctum) - głosi kolejna ulubiona sentencja Przypkowskich. W przypadku tej rodziny to niezwykłe i pasjonujące życie. Wnętrze ich domu, stanowiące jedną z części wystawowych muzeum przetrwało w stanie niezmienionym od początku XX wieku. Można odnieść wrażenie, że pan Feliks Przypkowski - lekarz powiatowy, właśnie wyszedł do pacjenta albo na tarasie wykonuje pomiary meteorologiczne lub jest w wybudowanym przez siebie na dachu domu obserwatorium astronomicznym. Możliwości jest znacznie więcej! Oprócz zainteresowań astronomicznych i meteorologicznych wielkim zamiłowaniem pana Feliksa była również gnomonika (nauka o budowie zegarów słonecznych). Posiadał bogaty księgozbiór z tej dziedziny, który studiował i sam skonstruował około 50 modeli zegarów słonecznych oraz zgromadził pokaźną ich kolekcję, głównie za pośrednictwem zagranicznych antykwariatów, np. w Monachium i Augsburgu. Był również numizmatykiem, mineralogiem, bibliofilem, zbierał ekslibrisy, a nawet owady, wykonywał wspaniałe zdjęcia, które zachowały się do dzisiaj razem ze sprzętem fotograficznym. W obszernej bibliotece starodruków Przypkowskich znajdują się takie perełki jak m.in. bazylejskie wydanie dzieła Mikołaja Kopernika "De revolutionibus orbium coelestium" z 1566 r., czy słynna historia świata Hartmana Schedla "Liber chronicarum". W ślady ojca poszedł syn Tadeusz Przypkowski, historyk sztuki i nauki, człowiek o szerokich zainteresowaniach artystycznych. Podobnie jak ojciec był bibliofilem, znawcą ekslibrisów linorytowych, fotografikiem prezentującym swoje zdjęcia na międzynarodowych wystawach, interesował się grafiką, heraldyką... W ciemnych latach okupacji niemieckiej wykonał drzewo genealogiczne rodu Radwanitów i Przypkowskich, z którego wynika, że historia rodziny sięga XIII w., kiedy to Radwanici posiadali w swoich dobrach wsie Przypki i Przypkowice, od których pochodzi późniejsze nazwisko Przypkowski. Wśród sławnych przodków warto wymienić Samuela Przypkowskiego (1592-1670), arianina, filozofa i poetę, oraz Jana Józefa Przypkowskiego (1707-1758), profesora astronomii i matematyki na Uniwersytecie Krakowskim, m.in. projektanta zegara słonecznego na kościele Mariackim w Krakowie (1740 r.). Jak widać, zainteresowania gnomoniką można więc uznać za tradycję rodzinną. Doskonałym znawcą zegarów słonecznych i - co ciekawe - ich słynnym wykonawcą był również Tadeusz Przypkowski. Wykonał m.in. zegary słoneczne na Zamku Królewskim w Warszawie, na ratuszu w Sandomierzu, na kościele Mariackim w Krakowie oraz siedem zegarów na budynku obserwatorium astronomicznego w Greenwich na południku zerowym. Na terenie Jędrzejowa pan Tadeusz wykonał zegary na rynku i na kościele Świętej Trójcy. Bardzo interesował się również gastronomią, a nawet publikował swoje przepisy i zbierał książki kucharskie z całego świata. W Jędrzejowie podawano przez jakiś czas zupę cebulową pana Tadeusza Przypkowskiego.
"Liczę tylko pogodne godziny" (Horas non numero nisi serenas) - tak podchodzili do życia Przypkowscy. Zgromadzona przez nich kolekcja zegarów obejmuje głównie zegary słoneczne, ale też cenne zegary mechaniczne, klepsydry, zegary ogniowe. Oczkiem w głowie obu panów Przypkowskich były jednak zegary słoneczne. Muzeum zawiera wszystkie ich typy używane od XV w. do czasów współczesnych oraz różnorodne przybory astronomiczne. Działanie zegara słonecznego jest proste - bierze się pod uwagę roczny ruch Ziemi dookoła słońca oraz dobowy wokół własnej osi i na tej podstawie można obliczyć, w którym miejscu na tarczy zegara padnie cień wskazówki (gnomonu) w określonym dniu o określonej godzinie. W miarę rozwoju nauki uczeni dowiedli, że pomiar czasu dokonywany za pomocą zegara słonecznego uzależniony jest od szerokości geograficznej. Dlatego gnomon w określonym zegarze słonecznym musi mieć kąt równy kątowi szerokości geograficznej miejscowości, w której ma służyć do pomiaru czasu.
Zgromadzona przez Feliksa i Tadeusza Przypkowskich kolekcja zegarów słonecznych jest trzecią pod względem ilościowym na świecie po zbiorach muzeów w Chicago i Oxfordzie i jedyna tego rodzaju w Polsce. W 1962 r. dom i zbiory rodziny Przypkowskich zostały przekazane Państwowemu Muzeum im. Przypkowskich, którego obecnym dyrektorem jest syn pana Tadeusza - Piotr Maciej Przypkowski.
Obaj panowie, Feliks i Tadeusz Przypkowscy, przypominają ludzi renesansu o wszechstronnych zainteresowaniach. Niewątpliwie rozsławili na cały świat miasto Jędrzejów, być może dlatego, że główna maksyma całej rodziny od kilku wieków brzmiała: "Nie mieć, lecz być" (Non habere, sed esse).
Justyna Wiszniewska



Temat: Czy Wy nie macie żadnych wątpliwości?
W mowieniu nieprawdy i manipulowaniu opinia spoleczna to nie ktos inny a wlasnie pan jest specjalista. To wszystko, co pan opowiada nie trzyma sie kupy. Odtwarza pan wlasna prawde, ale wyciagajac logiczne wnioski z pana sprzecznych ze soba wypowiedzi, nietrudno dojsc do konkluzji, ze fakty przypuszczalnie byly calkiem od niej przeciwne. Nie tylko potrafie czytac ze zrozumieniem, ale i kojarzyc przedstawiane przez pana publicznie "fakty".

Nie mial pan pieniedzy na zwrot dlugu, bo jak inaczej tlumaczyc to, ze Grzegorz wymuszal haracze akurat TYLKO NA WAS, zwlaszcza ze przeciez nie mieliscie nic? Jego byla zona zeznala w sadzie, ze on tez nie mial pieniedzy, mimo ze mial stala prace, poza nia handlowal samochodami, i moze ze robil jeszcze jakies inne nieczyste interesy, ze bal sie i ze uciekal przed swoimi przesladowcami a jego dziewczyna z Katowic zeznala, ze jej wprost powiedzial, iz to wy jestescie mu winni pieniadze. Sklonny jestem uwierzyc w to, ze to nie on was, ale wy jego szantazowaliscie, maltretowaliscie i wymuszaliscie na nim dalsze "pozyczki", bo to wasze charaktery cechuje pelne zezwierzecenie, a zbezczeszczenie zwlok wlasnych kolegow dowodzi przekroczenia granic czlowieczenstwa.

...„Jeszcze głowy. Musze popracować nad głowami.” - mówi Artur. Jedziemy w las, na polankę, Artur wyjmuje worek z głowami i tasak, odchodzi i zaczyna tłuc. Patrzę na Tomka. „Zwariował.”. Taki stukot, jakby ktoś rąbał drzewo. Kończy, wracamy na most i wyrzucamy głowy i narzędzia"...

Stukot - zeznawali swiadkowie - jakby ktos gral glowami w pilke...
Taka wersja, lub zblizona do niej, wydaje sie byc bardziej logiczna i przekonujaca od panskiej. Obalic ja i rozwiac watpliwosci osob niewierzacych panu moglby pan tylko w jeden sposob - upubliczniajac sentencje wyroku.

Pana "gwiazdorstwo" jest zalosne, a nie imponujace, jak sie panu tylko wydaje i zapewniam pana, ze nikt z majacych odwage wyrazic swoje odmienne od panskiego zdanie nie robi tego, aby zrekompensowac swoja bylejakosc i stac sie slawnym. Nie zamienilem komisariatu na arezst i nie napisalem ani slowa o Jezuickiej, pochodze z Gdanska, Warszawe znam pobieznie a o tym ze to bylo na Jezuickiej dowiedzialem sie od pana. Zwrocilem panu uwage na razaca i istotna niescislosc w datach i fakt, ze bylo to prawie rok wczesniej zanim wypuszczono z wiezienia pana "potrojnego morderce" i zanim zaczal pan, jak teraz pan twierdzi, falszowac czeki. Z zacytowanego w poprzednim moim poscie fragmentu pana wypowiedzi wynika jasno, ze pana zwolnili na pogrzeb matki, jesli zwolnili to musieli poprzednio zatrzymac, jesli to bylo prawie rok wczesniej, to nie mogl pan wpasc na pomysl wyludzania pieniedzy z banku rok pozniej, logiczne. To pan przeinacza fakty, ktore tylko pan zna.

Forma pana reakcji na stawiane mu zarzuty, sposob wypowiedzi, stylistyka i dynamika panskiej aktywnosci kaza watpic rowniez w pnaska depresje, ktora wydaje sie byc gra o ucieczke od odbycia zasluzonej kary. Jestem przekonany, ze i tak spotyka sie pan z niczym niezasluzona lagodnoscia wymiaru sprawiedliwosci, a o przykrych okolicznosciach ponoszenia konsekwencji za popelnione zbrodnie trzeba bylo myslec przed ich popelnieniem. Postrzegam pana jako osobe wyrachowana, liczaca na wykrecenie sie z kazdej niewygodnej czy trudnej sytuacji. We wszystkich panskich sprzecznych publicznych wypowiedziach i opowiesciach jedno jest stale – brak poczucia winy za odebranie zycia ludziom, unikanie przyznania sie do wlasnych bledow i pomylek, kreowanie sie na ofiare zawisci i niegodziwosci drugich, obojetnie, kim oni by nie byli, czy to przyjaciel, czy kolega, policjant, sad czy prokurator.

Moje obawy zaczynaja sie koncentrowac na poczuciu bezpieczenstwa po panskiej odsiadce. Swiat jest nielatwy. Jak bedzie pan przezwyciezal przyszle trudnosci, podobnie? W tym kontekscie dziwi pana zadanie przedstawiania sie imieniem i nazwiskiem, dobrze chociaz, ze nie wymaga pan podawania pelnego adresu. Internet ma wlasna specyfike, do ktorej nalezy m. in. podpisywanie sie na forach, czatach, roznego rodzaju listach dyskusyjnych itp. nickname czyli nickiem i odejscie od przyjetego ogolnie standardu akurat na forum mordercy byloby moze lekko ryzykowne. W jakim celu potrzebne sa panu dane osob, dla ktorych nie jest pan idolem? Co pan zamierza z nimi zrobic? Napisal pan: "A niektórzy przez to, że chowają się za nickami, uważają że są bezkarni. I tyle. " Czy to pan chce wymierzac im kare? Jaka? Taka, jaka wymierzyl pan swoim kolegom? Aby uniknac nieprzychylnych panu wypowiedzi moglby pan wprowadzic na swojej stronie wymog podania personaliow przy rejestracji, co moze przestraszyloby wielu "poszukiwaczy slawy", lecz mysle ze bez prawa ich upublicznienia. Wciaz obowiazuje ustawa o ochronie danych osobowych, ale kwestie prawne sa dla pana malo istotne, zwlaszcza, jezeli nie sluza postawionym przez pana celom. Nie nazywam sie Lech Gardocki, moze szokda. I niech pan bedzie konsekwentny. Sam pan pod wieloma nickami zamieszczal wiele glosow poparcia dla siebie samego i podejrzewam sam pan podpisal nieprawdziwym imieniem i nazwiskiem multum poparc wniosku o swoje wlasne ulaskawienie.

Pozwolilem sobie zamiescic tych kilka luznych uwag i nie oczekuje zadnych odpowiedzi ani komentarzy a tymbardziej atakow na moja osobe albowiem polemika z morderca, wybielajacym sie za wszelka cene, jest z mojego punktu widzenia wysoce niemoralna i w swietle oczywistych panskich klamstw bezprzedmiotowa i bezcelowa.